#12 Recenzja "Girl Online" Zoe Sugg.

Witajcie kochani.

Dziś mam dla Was recenzję książki, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Czytałam ją z wielką przyjemnością, zajęło mi to możne 3 dni i upłakałam sie na niej jak głupia. Bez zbędnego przedłużania zapraszam na recenzje.

"Girl Online" - Zoe Sugg.

"Postanowiłam założyć bloga.
Tego bloga."



''Bo kiedy znajdziesz kogoś, kto lubi was za to, jacy jesteście naprawdę, i kogo wy lubicie za to, jaki on jest naprawdę, musicie zrobić wszystko, co w waszej mocy, żeby go nie stracić.''

Tłumaczenie: Olga Siara
Cykl: Girl Online (tom 1)
Wydawnictwo: Insignis
Tytuł oryginału:Girl Online
Data wydania: 8 kwietnia 2015
Liczba stron: 368

Opis książki:
Pod nickiem Girl Online Penny dzieli się na blogu najskrytszymi myślami o przyjaźni, chłopcach, szkolnych dramatach, swojej szalonej rodzince i atakach paniki, które skutecznie komplikują jej życie.Kiedy sprawy osobiste Penny przybierają naprawdę zły obrót, rodzice zabierają ją do Nowego Jorku. Tam Penny poznaje Noah – przystojnego gitarzystę. Zaczyna się w nim zakochiwać, co szczegółowo opisuje na swoim blogu.Ale Noah też ma pewien sekret. Sekret, który może doprowadzić do ujawnienia tożsamości Girl Online i bezpowrotnie zniszczyć największą przyjaźń Penny.



''Kiedy przy kimś płaczesz, kiedy pokazujesz mu to, co boli cię najbardziej, to znaczy, że naprawdę mu ufasz.''

Książka jest cu-do-wna. Polecam do przeczytania każdemu. Styl Zoelli jest lekki, łatwy w odbiorze, nie ma tam zawiłości ani trudnych do zrozumienia wątków. Jest po prostu lekka, a jednocześnie skrywa pewne tajemnice. Oczywiście mój mózg detektywistyczny zaczął się od początku domyślać prawdy ale miałam chwile zwątpienia i wymyślałam inne wyjawienie tajemnicy. Koniec ten nie był jakoś specjalnie zaskakujący ale wiązało się z nim dużo emocji. Zakończenie książki bardzo mną wstrząsnęło, rozwaliło mnie emocjonalnie. Był smutek, żal ale i dużo romantyzmu. Przechodząc z jednej fali uczuć i zdarzeń Zoella robi to bardzo sprawnie i nie czuć przesady w tym wszystkim.


"Ma moim blogu jestem całkowicie szczera, jestem w stu procentach sobą- a czytelnikom chyba naprawdę się to podoba, więc raczej nie mogę być taka okropna."

Główna bohaterka Penny jest normalną nastolatką (mam wrażenie, że w każdej recenzji młodzieżówki to pisze), której pasją jest fotografia.Nie rozstaje sie z aparatem. Prowadzi także bloga gdzie opisuje swoje życie, co się u niej właśnie dzieje, swoje przemyślenia oraz wszystko to co ją trapi. Pomysł ten bardzo mi się spodobał.Nie był on banalny, ani nie spotkałam się z czymś takim w innej książce. Jak każdy ma swojego najlepszego przyjaciela.
 Noah jest osobą, która raczej trzyma się troszkę z tyłu ma swoją pasje ( gra i śpiewa) jednak w jego 'sytuacji' też raczej trzymałabym się na uboczu.
Postaci są zwyczajnymi nastolatkami, którzy maja swoje szkole czy osobiste sprawy, o których nie ze wszystkimi się rozmawia. Książka ukazuje wiele aspektów młodzieńczego życia. Przyjaźń, która jest dla nas bardzo ważna zwłaszcza w czasie szkoły średniej gdzie przechodzimy do już bardziej dorosłego życia. Pokazuje także czym tak naprawdę jest pierwsza miłości jak mylne jest pierwsze wrażenie.


"Bardzo przepraszam! To był wypadek! - wołam. Mam ochotę dodać: "Bo sama jestem chodzącym wypadkiem".

Jedynym minusem było to, że początek bardzo mi sie dłużył, zanim wszytko się rozkręciło (choć nie było to tak dużo rozdziałów jak mi się wydawało) miałam wrażenie, że trwa to w nieskończoność. Jednak później bardzo szybko się czyta i nawet nie zauważyłam,że książka się skończyła.

"-Nie ma za co - odpowiadam. Nie wiem, czemu to mówię. A raczej wiem: bo jestem Międzynarodową Mistrzynią Kompromitacji, którą przeklął Bóg Żenujących Zdarzeń."

Moja ocena:9/10


Polecam książkę każdemu, jest naprawdę dobrą, lekką powieścią, na długie wieczory albo po prostu do przeczytania czegoś innego i świeżego.


Tak jak wspomniałam na stronie na Facebook'u 1 marca ma odbyć się premiera 'Girl Online Solo'. Już się nie mogę doczekać. :D

Piszcie czy czytaliście Girl Online :)

Całuski
Agaa.


Sewilla - najpiękniejsze miasto Andaluzji.

Witajcie kochani.

Dziś przygotowałam dla Was kolejny post z serii o mojej podróży do Hiszpanii. Dziś opiszę Wam troszkę Sewillę - miasto, w którym spędziłam dwa tygodnie skazana w sumie sama na siebie. Ale od początku.

Tak jak wspomniałam w poście z Malagi po mieście poruszaliśmy się sami. Nikt nas nie pilnował ani nie pomagał. Mieliśmy tylko do pomocy rozmówki hiszpańskie, mapę miasta i internet.
Do Sewilli przyjechaliśmy w sobotę wieczorem, a praktyki rozpoczynaliśmy w sumie od wtorku więc mieliśmy dwa dni na zapoznanie się z miastem. W sobotę zwiedziliśmy tylko okolicę, miejscowe sklepy spożywcze i najbliższe przystanki autobusowe. Na przeciwko naszego mieszkania mieliśmy bar więc większość osób udała się tam po kolacji. W Hiszpanii jest troszkę inaczej z jedzeniem niż u nas. Przeważnie w Polsce je się sporą kolacje, składającą sie zazwyczaj z herbaty, kilku kanapek lub np płatek z mlekiem, a tam je sie chleb tostowy (ale nie w formie tostów tylko jak zwyczajny -dla nas- chleb) albo owoce i popija po prostu sokiem albo zimnym mlekiem. Dla nas w pierwszej chwili było to dziwne ale później się przyzwyczailiśmy i nie było problemu. Ze śniadaniami było podobnie. U nich je się płatki z mlekiem albo muffinki bądź jakiś owoc. Żadnych kanapek, kiełbasek czy czegoś podobnego. Dla mnie nie był to problem bo raczej nie jem śniadania ale w pracy przeważnie nic nie jedliśmy więc tam raczej starałam się coś jeść rano. Obiad zawsze składał się z dwóch dań zupy albo czegoś zupo podobnego oraz drugiego dania i deseru. Dania mieliśmy troszkę spolszczane bo w Hiszpanii nie je się ziemniaków, czasami frytki ale całych, gotowanych ziemniaków nie. Nieraz dodawane są do zup ale także rzadko. Jedzenie było bardzo dobre, miała okazję spróbować gaspaccio i innych regionalnych potraw.




W pokoju mieszkałam z w tedy obcymi mi dziewczynami, ponieważ niestety nie dogadałam się z moją klasą i wyszło po prostu jak wyszło. Teraz tak samo jak i wtedy cieszę się bardzo z takiego obrotu spraw bo moje współlokatorki okazały się fantastyczne i utrzymujemy kontakt do dziś. Pokoje były zwyczajne takie jak u nas. Nic nadzwyczajnego. Nasz akurat wychodził na patio w kuchni więc nie miałyśmy pięknego widoku ale za to gdy wychodziłyśmy na taras wszytko się rekompensowało.



Tak jak wspominałam przez większość czasu jeździłyśmy autobusami. Każdy autobus miał swój przystanek więc nieraz było tak ze stały, np 3 przystanki obok siebie. Trochę to dziwnie brzmi ale taki maja system i powiem Wam ,że to działa, jazda jest o wiele szybsza i sprawniejsza. Oczywiście mieliśmy karty miejskie więc nie musieliśmy tracić pieniędzy na bilety. Do autobusu wsiada się pierwszymi drzwiami od kierowcy i od razu kasuje bilet, nigdzie indziej nie ma kasownika więc nikt nie pojedzie na gapę. Aby wysiąść należy nacisnąć przycisk, żeby kierowca się zatrzymał i otworzył drzwi inaczej przejedzie Wasz przystanek. Po samym centrum zabytkowej starówki można poruszać się tylko tramwajem. Autobusy tak samo jak tramwaje jeżdżą do pewnego miejsca i aby się gdzieś dostać trzeba się przesiąść. Tramwaje nie wyjeżdżają na ulice tak jak u nas więc ruch także jest sprawniejszy. W autobusie udało mi się zaobserwować uczniów wracających ze szkoły, którzy mieli na sobie mundurki, ale nie takie jak u nas kiedyś były tylko takie jak są na filmach. W barwach szkoły, z białymi koszulami i wysokimi skarpetkami. Wyglądali naprawdę fajnie i wtedy pomyślałam, że u nas też by tak mogło być. :)



Wszystkie zabytki znajdują się praktycznie w centrum miasta. Jedne na starówce inne na drodze do niej albo w parku. Miasto jest naprawdę piękne, mnóstwo zabytków, pięknych miejsc i te widoki. :3
Życie na mieście zaczyna się dopiero wieczorem ale w innych porach dnia turystów nie brakuje.
Tak jak wspominałam w południe przez kilka godzin panuje sjesta i większość sklepów jest pozamykana, ale mimo to w mieście wciąż tętni życie. Kawiarnie i restauracje są otwarte więc często nie było nawet gdzie usiąść, a kolejni np w Starbucksie były kilometrowe. Mało kto tam mówił po angielsku, żeby dogadać się  kimś w sklepie trzeba było używać rozmówek albo dogadywać się na migi. Na początku to było straszne bo nic nie rozumiałyśmy ale później szło to troszkę lepiej. Kiedyś gdy zamawiałam kawę właśnie w Starbucksie kasjer mówił troszkę po angielsku i zapytał się skąd pochodzę, to powiedziałam, że z Polski i co mnie zaskoczyło umaił mówić trochę po polsku. Znał podstawowe słowa jak dzień dobry, proszę dziękuje. Było to strasznie miłe zwłaszcza, że u Hiszpanów ciężko jest porozumieć się w innym języku niż ich ojczysty.



Wieczorami mieliśmy czas wolny więc mogliśmy wyjść na miasto, w tygodniu troszkę krócej niż w weekend. Mieszkaliśmy dość daleko do centrum wiec, żeby nie wracać na piechotę musieliśmy wracać autobusem jakoś po 23. Nie było to bardzo długo ale też nie krótko więc ciesze się , że chociaż na tyle opiekunowie nam pozwalali. Przyjechały z nami dwie opiekunki ale one raczej sprawowały opiekę w domu bo tak to byliśmy zdani na siebie. Jak dla nas to było super bo mogliśmy robić w sumie co chcieliśmy.



W weekendy zwiedzaliśmy miasto ale także niedaleko leżący Kadyks. Ale o nim w przyszłym poście. :)

O mojej pracy także opowiem Wam w innym poście. :) Nie chcę Was już zanudzać więc to by było w sumie na tyle o Sewilli. Mam nadzieję, że przybliżyłam Wam troszkę to miasto i kulturę hiszpańską. Poniżej wrzucam troszkę zdjęć z tego pięknego miasta. :)



Zamek Alkazar





Katedra


Nie mam pojęcia co to jest, ale stało w środku miasta i wyglądało niesamowicie. Z tego co pamiętam w jednej z części można było wejść na górę i obejrzeć panoramę miasta.


Bar Faceburger, niestety nic z niego nie jedliśmy bo akurat był zamknięty ale nazwa przyciąga :D




Plac Hiszpański i Park Marii Luisy.




Wejście do zamku Alkazar.



 Uliczka po wyjściu z domu.




Niektórych miejsc nie pamiętam już z nazw więc podpisałam tylko te co pamiętam. Nie mieliśmy też dużo czasu na zwiedzanie bo nie wszytko jest otwarte w niedziele, a po pracy tez nie było czasu.

Taka mała ciekawostka :
Iglesias to kościół więc ten piosenkarz Enrique Iglesias ma na nazwisko kościół :D

Pozdrawiam serdecznie
Agaa.